Bornholm… dla jednych wciąż nieznane, tajemnicze miejsce, dla innych po prostu … Szwecja. Nie żartuję. Jako jedna z najbardziej ostatnio reklamowanych wysp, kuszących intrygującą przyrodą, największym lasem w Danii i cudowną, baśniową architekturą, Bornholm stał się też pewnym mitem. Mitem, który przerósł rozmiarem samą wyspę. Legendą samą w sobie. I właściwie prawie każdy wie o nim… wszystko. Problemy pojawiają się, gdy chodzi o turystyczne fakty.
Nie, Bornholm to nie miejsce na huczne imprezy czy pijackie rozważania przy ognisku.
Tak, Bornholm to oaza dla tych, którzy cenią spokój, wycieczki rowerowe, odrobinę dzikości i cudowne widoki.
Nie, Bornholm nie zapewni rozrywki. Ją odnajduje się tam samemu. Każdy w inny sposób. Bo, wydaje się, że właśnie ta maleńka, duńska wyspa na Morzu Bałtyckim, okruszek, wokół którego ktoś porozrzucał mu podobne, to zagadka.
Bornholm to miejsce, w którym odnajdą się ci, uznający się za dziwaków nie pasujących do współczesnych norm. Świat, w którym należy przestrzegać norm, ale też który nie ocenia. Przyciągający jak magnes tych, którym nie w smak szaleństwa, a którzy potrafią być zwyczajni i nudni… lecz myśleć tak o samej wyspie byłoby błędem.
Ofiarując góry i doliny, twierdzę i maleńkie osady rybackie, leśne ostępy, zagadki starożytności, dobre drogi i zaskakujących ludzi, Bornholm stawia warunki. Nie niszczcie mnie i akceptujcie to, że żyję. Bo ta wyspa jest domem, który na kilka miesięcy w roku niektórzy zdają się wynajmować w swoje władania. A tak naprawdę, za niezasłoniętymi oknami kryją się ludzie. Każdy z nich wygląda dużo młodziej niż jest w rzeczywistości. Kobiece dłonie zawsze są zajęte, mężczyźni skrywając się za murkami, strzegą tajemnic…
Bornholm. Wyspa, o której zdaje się słyszał każdy, w rzeczywistości jest inna niż się wszystkim zdaje. Jak Wielka Kapłanka strzeże swych tajemnic zaklętych w kamiennych kręgach, grobach i wszechobecnych dziełach ludzkich rąk, które przez wiele miesięcy deszczów i wiatrów, wzburzonych fal i niepokoju, zastępują słońce. Bo tutaj każdy jest artystą. Każdy może odkryć własne powołanie. Wystarczy… rozmawiać. To jedyna rzecz, której podobno turyści nie robią. A szkoda… Choć mawia się o Bornholmczykach, że ujawniają zaledwie pół procenta tego, co mogliby powiedzieć, to i tak zaskakują. Może to przez to, że częściej przemawiają poprzez swoje rzeźby i obrazy, kolorowe koraliki czy rękodzieło. Szkło i dziewiarstwo zdają się być jedną wielką metaforą, a obowiązkowym i świętym miejscem w każdym domu jest… pokój ze sztalugami.
Oto inny Bornholm. Nie znajdziecie go w przewodnikach, bo zwyczajnie nie mieści się pewnie w konwencjach reklamowych. Barwny, naturalny, magiczny i nadzwyczaj zwyczajny. Taka podróż za niewiele więcej niż uśmiech.